niedziela, 17 lutego 2013

Tropikalny Ogród Botaniczny :)


Witajcie Kochani :)

Nie wiem jak jest  dzisiaj u Was , ale ja  dzisiejszy dzień mogłabym określić jednym słowem…  jest po prostu PASKUDNY !!!  Szaro, buro i ponuro, zimno i do tego wszystkiego ciśnienie jest tak niskie, że tylko leżeć mi się chce i nic nie robić :( Właśnie w takie dni oglądam zdjęcia z wakacji i innych „ciepłych” wyjazdów.  Dzisiaj wybór padł na najbardziej zielone miejsce jakie w życiu widziałam.  I naprawdę ciężko mi uwierzyć, że ten kolor ma tyle różniastych odcieni…

Zapraszam Was do Singapurskiego Ogrodu Botanicznego :)




 Oczywiście jak to zwykle bywa ja idę przodem z kamerką jak ten „japoński turysta”, a Mężulek z tyłu z aparatem w garści. Przez to większość zdjęć mam robionych od tyłu :) Jak widzicie maszeruję z białą parasolką, którą to  w azjatyckich i tropikalnych krainach używa się nagminnie i na słońce i na deszcz :)




Tutaj jakieś dziwne, wielkie rośliny, które kojarzą mi się z kwiatkami doniczkowymi :)




A to chyba bambus, przynajmniej tak wygląda, ale ręki uciąć sobie nie dam!




No zobaczcie jak tam było zielono, chyba tylko niebo jest w innym kolorze !



I znowu ja. Tym razem zdjęcie Mężulek zrobił normalnie, z przodu :) Jak widzicie na mojej twarzy (z takiej odlogłości raczej będzie Wam ciężko cokolwiek dojrzeć :) makijażu brak… tak naprawdę szkoda czasu na jego robienie, bo i tak wszystko od razu by mi spłynęło. Swoją drogą myślałam, że stolica Filipin jest gorętsza i wilgotniejsza od Singapuru, no niestety myliłam się. Singapur okazał się być jeszcze gorszy pod tym względem (albo takie miałam odczucia). W każdym bądź razie, może na zdjęciach tego nie widać, ale tam naprawdę jest MASAKRYCZNE GORĄCO!!!!



 Jakieś cudne, nieznane mi  drzewo z ciekawym zestawieniem kolorystycznym (chyba będzie dla mnie inspiracją makijażową :)



Scena na środku zielonego stawu :





Na samym końcu dotarliśmy do ogrodu pełnego storczyków wszelkiej maści. Byłam nimi totalnie zauroczona i tylko biegałam z aparatem cykając  im kolejne  zdjęcia. Wyobraźcie sobie, że rosły nawet na drzewach :) Ależ one były piękne…











  
I co myślicie o tym singapurskim zielonym miejscu ? Spodobało  Wam się ?

Piosenka na dziś :



 Buziaki :*

środa, 30 stycznia 2013

Wspominkowo ;)

Witajcie ;)

Dzisiaj będzie wpis nie kosmetyczny, lecz sentymentalny...  Zabiorę Was do miejsca w którym tak naprawdę mieszkałam na Filipinach, miejsca o którym piszą w przewodnikach , że lepiej je pominąć podczas zwiedzania i ogólnie, że Filipiny są piękne z wyjątkiem... stolicy Manili!!!

Ja prawdziwą Manile widziałam tylko przez okno taksówki i jakoś nie miałam ochoty bliżej się z nią zaznajomić... W tym poście pokażę Wam Makati, czyli dzielnicę biznesową Manili. Sami będziecie mogli zobaczyć, że patrząc przez pryzmat tej ogromnej metropolii, Filipiny wcale nie prezentują się już tak bajkowo...

Zapraszam do pooglądania kilku zdjęć, które dla Was wybrałam ;)

Okolica w której mieszkaliśmy na samym początku przyjazdu na Filipiny w styczniu. Pamiętam jak na lotnisku w Krakowie było -20 stopni, a tutaj właśnie kończyła się pora deszczowa, wilgotność powietrza przekraczała 80%, a temperatura wynosiła ponad 30 stopni... przez pierwszy tydzień zgubiliśmy chyba po kilka litrów wody i uwierzcie, że proces pocenia był nie do opanowania... ;(




Jak widzicie Filipińczycy kochają wysokie budynki ;)



Jeepney - publiczny środek transportu, taki filipiński autobus ;)



Uśmiechnięty sprzedawca ;)



A tutaj ze mną w przerwie na papierosku ;)



I kolejny uśmiechnięty chłopak, tym razem z obsługi hotelu. Generalnie tam wszyscy są uśmiechnięci i pogodzeni z własnym losem, nie marudzą i nie narzekają. Cieszą się z najmniejszych miłych rzeczy, które ich spotykają. Pod tym względem żyje się tam lepiej, prościej niż u nas. Za tym tęsknię najbardziej, za uśmiechem spotykanym na każdym kroku ;)



To zdjęcie na długo pozostanie w mojej pamięci. Pamiętam dokładnie to zderzenie z rzeczywistością i biedą, ogromną na Filipinach... Dziewczynka chętnie pozowała do zdjęć, ale potem nie wypuściła nas bez 100 peso...



Salon w naszym drugim i ostatnim mieszkaniu. Było ono również w Makati na cudownie zielonym osiedlu Rockwell. Osiedle w większości zamieszkałe przez ekspatów i obcokrajowców. Nie myślałam, że kiedyś to powiem, ba że napiszę o tym publicznie, ale tęsknię za tym miejscem... (to taki trochę drugi dom ;)



Rockwell ;)





Ulubiona galeria handlowa :





Filipińczycy kochają kawę i Starbucks'a. W samej Manilii są ich setki, właściwie na każdym kroku znajdziecie Sturbucks'a. Ten był zaraz przy naszym mieszkaniu, ukryty wśród palm i różnych zielonych, nieznanym mi roślin.



Z poznaną Filipinką Anną. Nie uwierzycie, ale tam wszyscy śpiewają i jest to ich najulubieńsza rozrywka ;)



Na koniec pokażę Wam jakie mieliśmy widoki z naszego mieszkania. Mieszkaliśmy na 34 piętrze, a widoki często zapierały dech w piersiach !!!


Widok nocą :



W porze deszczowej, nad nami już prawie leje !!!



Wieczorem :



Tęcza i ostatnie słoneczne chwile (w oddali już nieźle pada) :



Już dawno miałam Wam pokazać jak i gdzie mieszkaliśmy na Filipinach. Dzisiaj jak tak patrzę na te zdjęcia to powiem Wam, że tęsknię za tym miejscem na ziemi. Czy bym wróciła ? Nie wiem, zależy w jakich okolicznościach...

Buziaki ;*

czwartek, 22 listopada 2012

Gdzieś na drugim końcu świata...


... a dokładnie na wyspie Boracay na Filipinach ;)

Od kilku dni jestem chora, humor nie dopisuje, na zewnątrz jest zimno, ciemno i mokro ;( Lubię w takich chwilach wracać do szczęśliwych momentów z przeszłości (sorki, wyszło zbyt sentymentalnie;).

O tej wyspie mawiają, że jest to raj na ziemi, a ja w 100% się z tym zgadzam !


Na Boracay byliśmy z mężem dwa razy. Za każdym razem po przylocie do hotelu jechaliśmy czymś takim ;)




Na plaży piasek był tak biały, że bez założenia okularów przeciwsłonecznych nie byliśmy w stanie otworzyć oczu ! Woda w morzu była przejrzysta i ciepła jak przysłowiowa zupa, a my uwielbialiśmy w niej siedzieć całymi godzinami.




A tutaj fotka z Japończykami w tle, jejku ależ oni byli głośni zanim wsiedli na to dmuchane coś.




Zachód słońca to naprawdę wielkie wydarzenie (szczególnie dla filipińczyków). Wieczorami na plaży było strasznie tłoczno, podczas gdy w ciągu dnia bywało raczej pustawo.




Kilka zdjęć z sąsiedniej wysepki:












Na jednej z dzikich plaż ;)





A to podobno hotel Manny Pacquiao.  Strasznie mi się podoba i nie wiem dlaczego, ale skojarzył mi się z hobbitonem.




A tutaj zdjęcie hotelu w którym mieszkaliśmy. Był nowy i naprawdę pięknie i nowocześnie urządzony, a ceny o wiele, wiele niższe niż w europejskich kurortach.




Lotnisko, tylko lekko zadaszone ;)




I samolot, który mogłam sobie podotykać, pooglądać i porobić przy nim masę zdjęć ;)




Boracay to zdecydowanie moje najukochańsze miejsce na ziemi, będzie ciężko tam wrócić, bo odległość to ok 20 godzin lotu, ale wierzę, że jeszcze kiedyś tam pojadę.

A jakie są Wasze ukochane miejsca na ziemi? Polećcie coś co Was zauroczyło ;)


Trzymajcie się ciepło ;)

niedziela, 21 października 2012

Jesień w Ojcowie

Hej Dziewczyny ;)
Dzisiaj udało mi się wybrać z moim M. do Ojcowa. Trochę wstyd się przyznać, ale byliśmy tam pierwszy raz mimo, że od 12 lat mieszkamy w Krakowie ;( Ale jak to się mówi lepiej późno niż wcale !!! Miejsce jest naprawdę przepiękne, bardzo klimatyczne, a nasza, polska, złota jesień dzisiaj aż biła po oczach. Planujemy często tam wracać i zwiedzać tam coraz więcej. 
Kilka zdjęć z dzisiejszej "wyprawy" ;)




















Buziaki :*